List Konferencji Episkopatu Polski z okazji 40 rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej

Drodzy Siostry i Bracia,

W 5. Niedzielę Wielkiego Postu Ewangelia czytana w liturgii przenosi nas do Betanii. To tam, niespełna dwa tygodnie przed swoją śmiercią w Wielki Piątek, Pan Jezus – z ogromną mocą i przejrzystością – objawia nam dziś jej sens. Jezus umrze po to, aby Łazarz mógł otrzymać życie. Łazarz wychodzi z grobu, a Jezus zajmuje jego miejsce. Ewangelia opisuje grób Łazarza analogiczne do grobu Jezusa: „była to pieczara, a na niej spoczywał kamień”.

Śmierć Jezusa jest ceną życia, które wrócone jest Łazarzowi. Więcej: śmierć Jezusa jest ceną życia, które wrócone jest każdej i każdemu z nas. Ta cena mówi nam o największej miłości: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Dlatego też ta cena kryje w sobie niezwykłą moc zobowiązania: by ją uszanować, by jej nie podeptać, by jej nie zlekceważyć! Chrystus nie zgadza się na naszą śmierć – nawet jeśli do niej dopuszcza (tak, jak dopuścił do śmierci swego przyjaciela), nie godzi się na to, byśmy w niej trwali! Taka jest dyscyplina Bożego działania i odkupienia: nasz Pan nie chroni nas magicznie od duchowej śmierci (jaką jest grzech); ile razy jednak ją wybieramy, tyle razy jest gotów nas z niej wyprowadzić. Nie godzi się na nasze trwanie w śmierci! A kto trwa śmierci? Jasnej odpowiedzi udziela nam św. Jan w swoim Pierwszym Liście: „KTO NIE MIŁUJE, TRWA W ŚMIERCI” (1 J 3, 14). Zauważmy: Słowo nie mówi tu jedynie o nienawiści. Mówi o „braku miłości”, a więc także o obojętności, bierności, braku zainteresowania, znieczulicy.

Jednym z takich śmiertelnych deficytów miłości, był (i niestety ciągle jeszcze pozostaje) ANTYSEMITYZM. Ale i z tej „śmierci” wyprowadził (i wyprowadza) nas Pan – szczególnie w ciągu ostatnich 60 lat – dzięki wydarzeniom, które czujemy się zobowiązani wszystkim nam przypomnieć.

13 kwietnia br. minie czterdzieści lat od dnia, gdy biskup Rzymu, następca św. Piotra, po raz pierwszy od czasów apostolskich przekroczył próg żydowskiego domu modlitwy. Tamtego wiosennego wieczoru, po serdecznym wzajemnym uścisku z głównym rabinem Rzymu Elio Toaffa, św. Jan Paweł II wszedł do rzymskiej synagogi w uroczystej procesji przy śpiewie psalmu 150: „Alleluja! Chwalcie Boga w Jego świątyni, chwalcie Go na firmamencie, gdzie jaśnieje moc Jego!”. „Od dawna myślałem o tej wizycie…” – wyznał papież, witając się z żydowską wspólnotą.

Tamto spotkanie czterdzieści lat temu nie byłoby możliwe, gdyby nie inne wydarzenie, którego wagę trudno dziś przecenić. Miało ono miejsce dwadzieścia lat wcześniej.

28 października 1965 r. Sobór Watykański II przyjął deklarację „Nostra aetate” („W naszych czasach”), mówiącą o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich. Znalazły się w niej słowa, które stały się punktem zwrotnym w stosunkach między Kościołem katolickim a Żydami i judaizmem. Do nich właśnie odniósł się św. Jan Paweł II w swoim przemówieniu w rzymskiej synagodze. Przypomnijmy dziś jego słowa.

„Po pierwsze, Kościół Chrystusowy odkrywa swoją więź z judaizmem, wgłębiając się we własną tajemnicę. Religia żydowska nie jest dla naszej religii zewnętrzna, lecz w pewien sposób wewnętrzna. Mamy zatem z nią relacje, jakich nie mamy z żadną inną religią. Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi”.

Słychać tu echo słów apostoła Pawła z Listu do Rzymian, gdzie mowa jest o „dzikich gałązkach oliwnych”, czyli poganach, „wszczepionych w szlachetną oliwkę”, którą są Żydzi żyjący w przymierzu z Bogiem. Kościół „czerpie pokarm z korzenia tej szlachetnej oliwki”. Do Pawłowej metafory drzewa oliwnego odwoływać się będą wielokrotnie kolejni papieże, podkreślając jej aktualność. „Odkryliśmy na nowo, że naród żydowski jest dla nas wciąż świętym korzeniem, z którego wyrósł Jezus” – przypomniał papież Franciszek[1]. A konieczność odczytywania nauki Jezusa i Jego uczniów „w perspektywie żydowskiej, w kontekście żywej tradycji Izraela” potwierdziła Stolica Apostolska[2].

Drugim problemem, na który zwrócił uwagę św. Jan Paweł II w czasie swego przemówienia w rzymskiej synagodze, jest obciążanie Żydów zbiorową odpowiedzialnością za śmierć Chrystusa: „Żydom jako narodowi nie można przypisywać żadnej dziedzicznej ani zbiorowej winy za to, co popełniono podczas męki Jezusa” – przywołał papież słowa soborowej deklaracji. Potępić należy wszelkie akty dyskryminacji i prześladowań Żydów, które przez wieki miały miejsce w związku z tym oskarżeniem.

Warto przypomnieć, że Katechizm Kościoła Katolickiego, powtarzając za Soborem Trydenckim, naucza jednoznacznie: „Kościół nie waha się przypisać chrześcijanom największej odpowiedzialności za mękę Jezusa, którą zbyt często obciążali jedynie Żydów. (…) Trzeba uznać, że nasza wina jest w tym przypadku większa niż Żydów. Oni bowiem, według świadectwa Apostoła, nie ukrzyżowaliby Pana chwały (1 Kor 2,8), gdyby Go poznali. (…) Ukrzyżowałeś Go i krzyżujesz nadal przez upodobanie w wadach i grzechach” (KKK 598).

W swoim wystąpieniu papież radykalnie sprzeciwił się przedstawianiu Żydów jako „odrzuconych albo przeklętych”. Przez ponad półtora tysiąca lat treści te, obecne w katolickim nauczaniu i błędnej interpretacji Pisma Świętego, kształtowały postawy chrześcijan, przyczyniając się do nienawiści, prześladowań i manifestacji antysemityzmu. Powinniśmy pamiętać, że Kościół katolicki stwierdza dziś jednoznacznie: Żydzi są nadal umiłowani przez Boga, który wezwał ich nieodwołalnym powołaniem. Bóg bowiem, wierny swym obietnicom, nie odwołał Pierwszego Przymierza. Izrael pozostaje nadal narodem wybranym[3].

W 1997 r., mówiąc o korzeniach antyjudaizmu w środowisku chrześcijańskim, św. Jan Paweł II nazwał trwanie Izraela „faktem nadprzyrodzonym”. „Ten lud trwa na przekór i wbrew wszystkiemu dlatego, że jest ludem Przymierza” – stwierdził papież[4]. Powrót do źródeł i teologiczna refleksja nad tajemnicą trwania Izraela, podjęta w XX wieku – szczególnie wobec straszliwej tragedii Szoah (Zagłady), jaka dokonała się w Europie – zaowocowały nowym, zakorzenionym w apostolskiej tradycji nauczaniem Kościoła o Żydach i judaizmie.

Zainspirowana soborową deklaracją refleksja Kościoła ukazuje coraz wyraźniej więzi łączące Żydów i chrześcijan.  Są nimi szczególnie: cześć dla Słowa Bożego, modlitwa i liturgia, a także mesjańska nadzieja przyszłości. Bo „gdy lud Boży Starego i Nowego Przymierza rozważa przyszłość, zmierza on – nawet jeśli wychodzi z dwu różnych punktów widzenia – ku analogicznym celom: przybyciu lub powrotowi Mesjasza”[5].Nawiązując do wspólnej nadziei eschatologicznej, św. Jan Paweł II powiedział: „Przymierze Nowe odnajduje w Starym swoje korzenie. O ile zaś Stare może odnaleźć w Nowym swe spełnienie, to jest oczywiście sprawą Ducha Świętego. My, ludzie, staramy się temu tylko nie przeszkadzać[6].”

Rocznica papieskiej wizyty w rzymskiej synagodze przypadnie nazajutrz po zakończeniu Oktawy Wielkanocy. W tym roku zarówno wyznawcy Judaizmu,  jak i chrześcijanie świętują Paschę w tym samym czasie. To okazja, by przypomnieć sobie o żydowskich korzeniach chrześcijańskiej liturgii.

Św. Jan Paweł II podkreślał, że te „korzenie należy jeszcze głębiej poznać; szczególnie muszą je lepiej poznać i docenić wierni”, ponieważ „wzięcie pod uwagę wiary i życia religijnego narodu żydowskiego, tak jak są one wyznawane i przeżywane współcześnie”, może nam pomóc w lepszym zrozumieniu życia Kościoła[7].

W wielu miejscowościach – nieraz tuż obok nas, czasem nieco dalej – znajdują się ocalałe z wojennej zawieruchy synagogi. W większości z nich nie rozbrzmiewa już dziś głos radosnej szabatowej modlitwy. Są jednak i takie, które tętnią religijnym życiem. Podążając śladem św. Jana Pawła II, odwiedźmy 13 kwietnia synagogę. Wspomnijmy mężczyzn i kobiety, których modlitwami przez wieki nasiąkały mury bożnic. A tam, gdzie jest to możliwe, spotkajmy się z żydowskimi siostrami i braćmi. Pamiętając, że zawsze modlimy się za nich w liturgii wielkopiątkowej, prosząc Boga, aby lud, który On jako pierwszy nabył na własność, „wzrastał w wierności Jego przymierzu” i mógł „osiągnąć pełnię odkupienia”. Bo „nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą”[8].

Niech nas wspiera swoją modlitwą Maryja, Matka naszego Pana, „Wybrana Córka Izraela”[9].

Pasterze Kościoła katolickiego w Polsce

obecni na 404. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski.

Warszawa, 12 marca 2026 roku

Za zgodność:

X Marek Marczak

Sekretarz Generalny

Konferencji Episkopatu Polski

List pasterski Arcybiskupa Metropolity Katowickiego na Wielki Post 2026 – 22.02.2026

Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie,

pozwólmy się poprowadzić Duchowi Świętemu przez ten czterdziestodniowy czas Wielkiego Postu. Zanim staniemy przy Jezusie w godzinie Jego śmierci, zanim w Wielkanoc zaśpiewamy radosne Alleluja, bądźmy z Nim również na pustyni, wejdźmy na górę przemienienia, przyjdźmy do studni jak Samarytanka, żeby odnaleźć źródło wody żywej, wróćmy do domu Ojca jak syn marnotrawny, jak jawnogrzesznica zacznijmy nowe życie z osobistą decyzją, aby nie grzeszyć już więcej.

Jak prorok Joel pragnę sobie i Wam ogłosić święty post, czas nawrócenia i pojednania z Bogiem. On jest nie tylko zadaniem do wykonania, ćwiczeniem dla poprawienia kondycji. Nie jest też czasem utkanym wyłącznie przez tradycyjne nabożeństwa i praktyki pokutne, ale jest szansą na zwycięstwo nad grzechem, szatanem i śmiercią. Wielki Post jest paschalną drogą z niewoli do wolności, z ciemności ku światłu, od zła ku dobru, ze zranień ku uzdrowieniu. Wszystko to możliwie jest tylko w Chrystusie. Bóg Ojciec uczynił dla nas grzechem swojego Syna, który nie znał grzechu, abyśmy w Nim stali się sprawiedliwością Bożą. Święty Paweł dobrze to zrozumiał przez swoje nawrócenie i doświadczenia. Choć z całą gorliwością starał się robić wszystko dla Ewangelii, wiedział dobrze, że może to zrobić tylko w Tym, który go umacnia. Sami z siebie możemy co najwyżej poznać nasz grzech, nazwać wszystkie biedy ludzi i świata, dotknąć bolesnych ran, ale nie potrafimy się z nich wyzwolić, odpuścić je sobie, przebaczyć i uzdrowić. Potrzebujemy Jezusa, Jego obecności, Jego drogi krzyżowej i śmierci, bo tylko one mogą nas pojednać z Bogiem i między sobą.

W Wielkim Poście nie chodzi więc najpierw o nas, ale o Jezusa, który dla nas cierpiał rany. Niech to będzie Jego czas, dosłownie i w przenośni. Z naszego zabiegania oddajmy możliwie najwięcej czasu Panu Bogu. Zapiszmy w swoim programie dnia konkretne godziny spotkania z Jezusem. W swoich kalendarzach zanotujmy terminy wielkopostnych rekolekcji, dni skupienia, piątkowe nabożeństwa drogi krzyżowej i na spokojnie, a nie w ostatniej chwili, pomyślmy o wielkanocnej spowiedzi.

Spróbujmy też dać się prowadzić Słowu Bożemu, niech ono wyznacza rytm naszego życia i myślenia wśród zalewu słów płynących ze świata. Nie mamy w domach Najświętszego Sakramentu, ale z pewnością mamy Pismo Święte. Ono również jest miejscem obecności Boga pośród nas. Zachęcam Was, aby na czas Wielkiego Postu w ważnym miejscu swoich domów umieścić otwartą Biblię. Czytajcie ją codziennie, osobiście lub wspólnie z domownikami, ze świadomością, że choć Boga jeszcze nie widzimy, to Go słyszymy, a Jego Słowo może mieszkać pośród nas.

Pierwszym miejscem wielkopostnej wędrówki jest pustynia. W historii zbawienia staje się ona często miejscem przemiany. To przez pustynię musiał przejść lud wybrany. Na pustyni odkrywali swoją misję Mojżesz, Eliasz, Jan Chrzciciel czy św. Paweł. Także Jezus daje się zaprowadzić na pustynię. Pustynia to symbol miejsca, gdzie brakuje najważniejszych warunków do życia, gdzie zwierzęta w walce o przetrwanie stają się zajadłe i dzikie.
To ze względu na te trudności pustynia jest też ulubioną siedzibą diabła. Łatwiej mu jest kusić do zła ludzi głodnych, słabych, walczących ze sobą i skłóconych. Wiele jest takich pustyń w nas i w dzisiejszym świecie, a najboleśniejszą w skutkach jest pustynia duchowa, czyli miejsce,
z którego usunięto Boga – jedyne źródło życia. Paradoksalnie, taką przestrzenią może być bogaty świat, życie pełne przyjemności i zabaw, tłum ludzi, w którym czujemy się samotni, rodzinny dom, miasta i wioski, a nawet niektóre miejsca w Kościele, w których więcej jest nas i naszych opinii niż słuchania Boga. Ponazywajmy uczciwie każdą pustynną przestrzeń naszego życia, czyli takie miejsce, w którym nie ma już Boga lub jest Go coraz mniej. Właśnie tam pragnie wejść Jezus, aby przynieść nam nowe życie.

Trzy pokusy, z którymi musi rozprawić się Jezus na pustyni, są przypomnieniem trzech niebezpiecznych postaw, które mogą niszczyć życie. Pierwsza dotyczy łatwizny. Jezus nie chce przemienić kamieni w chleb, choć wydawałoby się, że ten cud rozwiązałby problem głodu na świecie. Żeby był chleb, trzeba się mocno napracować. Dziś, dzięki postępowi w technice i licznym ułatwieniom wydaje się, że życie jest łatwiejsze. A jednak wymaga ono od każdego sporego wysiłku. Ten wysiłek jest potrzebny w każdej sferze życia – w budowaniu i trwałości życia rodzinnego, w wychowaniu dzieci, w nauce i pracy, w trosce o dobro wspólne, a także w trosce o wiarę i w dawaniu świadectwa o Jezusie. „Czy chciałbyś kiedyś zostać górnikiem?”
– zapytałem niedawno pewnego nastolatka. „Tak, ale tylko dlatego, żeby mieć dobrą rentę!”
– odpowiedział, jakby zapominając, że na tę rentę trzeba ciężko pracować na kopalni. Dobro i prawda wymagają wysiłku, natomiast zło i grzech pociągają nas swoją łatwością i drogą na skróty.

Druga pokusa dotyczy wystawiania Boga na próbę przez oczekiwanie od Niego nadzwyczajnych interwencji i działań. Diabeł kusi Jezusa, aby rzucił się z góry, licząc na pomoc aniołów. To prawda, że droga wiary ma w sobie wiele nadprzyrodzonych doświadczeń, jest naznaczona cudownymi uzdrowieniami i przeżyciami, potrzebuje charyzmatycznych uniesień, ale nie one stanowią cel naszej wiary. Droga do nieba nie jest rzucaniem się z góry, ale wspinaczką na szczyt, krok po kroku, w prostocie i mądrości, z rozwagą i rozumem, pod przewodnictwem Słowa Bożego i nauczania Kościoła.

Trzecia pokusa to propozycja osiągnięcia bogactwa i władzy w zamian za ukłony w stronę diabła. To pokusa kompromisów, odejście od przykazań Bożych i samego Boga w zamian za dobra tego świata. To zdrada wartości chrześcijańskich dla utrzymania się w strukturach władzy, sukcesu czy popularności.

Wielkopostną odpowiedzią na te pokusy są trzy duchowe praktyki: post, modlitwa i jałmużna. Niech nasz post będzie zaproszeniem do podjęcia pracy nad sobą i nad swoją wiarą. Trzeba na nowo zobaczyć, czego musi dzisiaj dotyczyć nasze poszczenie. Może już nie tylko rezygnacja z mięsa i hucznych zabaw jest znakiem postu, ale wstrzemięźliwość i umiar w korzystaniu z mediów społecznościowych, z obrazów, które w nich oglądamy czy też nasz język i styl komunikacji w relacjach międzyludzkich, a nawet w dyskusjach publicznych.

Nie szukajmy też w naszym życiu duchowym nadzwyczajności, ale przypomnijmy sobie o ważności mszy świętej i adoracji Najświętszego Sakramentu. Odnajdźmy lub stwórzmy wspólnotę wiary w naszej parafii, odkryjmy na nowo głębię i siłę różańca i nie wstydźmy się głosić Boga wśród najbliższych.

Znakiem wolności wobec bogactw i władzy niech będzie nasza jałmużna. Tyle razy ją tak hojnie okazujecie wobec ubogich i potrzebujących. Brakuje mi słów wdzięczności wobec tylu osób i wspólnot, które w naszej archidiecezji prowadzą dzieła pomocy bliźniemu. Cieszę się każdą systematyczną działalnością i jednorazowymi akcjami prowadzonymi przez Caritas. Ostatnią taką formą jałmużny była zbiórka na rzecz Ukrainy. W archidiecezji tworzymy też jeszcze jedno ważne dzieło – dom jałmużnika, który stanie się przystanią pierwszego wsparcia dla ludzi nieobjętych pomocą systemową.

W tradycji chrześcijańskiej jałmużna dotyczy również wspierania dzieł i inicjatyw służących ewangelizacji i wspólnocie – największą przecież biedą człowieka jest bieda duchowa. Dlatego jestem Wam wdzięczny za troskę o kościoły parafialne, o odnawianie świątyń i wspieranie inicjatyw duszpasterskich. Szczególnie powinno nam zależeć na duszpasterstwie dzieci i młodzieży. Stwórzmy dla nich przestrzeń w naszych parafiach, aby mogli w nich znaleźć wspólnotę ci, którzy wciąż są w Kościele, a ci, którzy odeszli, mieli do kogo i gdzie powracać.

Dziękuję wszystkim parafiom za wspieranie budujących się jeszcze w archidiecezji dziewięciu nowych kościołów. To dzięki Waszej trosce możemy w archidiecezji podejmować dzieła formacji seminaryjnej i teologicznej, inicjować wiele ponadparafialnych wydarzeń, utrzymywać niezbędne instytucje diecezjalne. Parafia nie jest samotną wyspą, ale organiczną częścią Kościoła lokalnego, którym jest diecezja.

Zawierzam ten czas Wielkiego Postu Matce Bożej Bolesnej. W dniu 8 września br. będziemy przeżywać osiemdziesiątą rocznicę aktu poświęcenia narodu Niepokalanemu Sercu Maryi, którego dokonał prymas Polski, pierwszy biskup diecezji katowickiej, kardynał August Hlond. Chciałbym zapowiedzieć Wam moje pragnienie ponownego poświęcenia Niepokalanemu Sercu Maryi całej naszej archidiecezji katowickiej.

Naszym przewodnikiem w nawracaniu się i trosce o wspólnotę Kościoła niech będzie również św. Franciszek z Asyżu. W osiemsetną rocznicę jego śmierci zapraszam Was na pielgrzymkę do franciszkańskich kościołów jubileuszowych w naszej archidiecezji, gdzie będzie można uzyskać specjalne odpusty nadane przez Ojca Świętego w Roku św. Franciszka.

Na wielkopostną drogę z Jezusem, przez Jego krzyż aż do nieba, z całego serca Wam błogosławię.

† Andrzej Przybylski

Arcybiskup Metropolita

Katowicki

Katowice, 18 lutego 2026 r.

VA I-10/26