Świadectwo Pana Dagmara – XVII Msza Święta na wodzie – 2025 r

Szczęść Boże!

Nazywam się Dagmar i chciałbym Wam coś opowiedzieć.

22 października 2023 r. poszedłem spać jak co dzień. O drugiej w nocy obudził mnie przerażający, wręcz nie do zniesienia ból głowy. Zacząłem wymiotować z bólu i po chwili straciłem przytomność. Moja żona od razu wezwała pogotowie. Zabrano mnie na sygnale do szpitala. Tam od razu zrobiono mi tomograf, który przedstawiał bardzo rozległy wylew krwi do mózgu. Zebrało się konsylium lekarzy. Postanowiono, że natychmiast trzeba podjąć się operacji bo innego ratunku dla mnie nie było. Niestety nikt z obecnych lekarzy nie chciał się podjąć tej operacji. Obecny tam doktor Sajewicz zadzwonił do profesora Marcola, który miał wtedy urlop i poprosił go jeśli to możliwe żeby przyjechał do szpitala, żeby mnie zoperował.

Profesor się zgodził, przyjechał i rozpoczęła się walka o moje życie. W trakcie operacji na korytarzu czekała moja żona, a także moi rodzice, klęczeli tam, modlili się. Profesor w trakcie operacji bał się, że nie przeżyję, bo mój stan był tak krytyczny. Po kilku godzinach, cudem, operacja zakończyła się powodzeniem, a mnie wprowadzono w stan śpiączki farmakologicznej na niecały miesiąc. Mój stan był stabilny, ale nie wiadomo było czy się w ogóle wybudzę i jakim stanie. Czy będę sprawny, czy będę świadomy. W trakcie śpiączki przyjąłem sakrament namaszczenia chorych. Rodzina się za mnie modliła, odmawiała Pompejanki, teściowa zamawiała też za mnie Msze Święte.

Po tym czasie zaczęto stopniowo mnie wybudzać, a moja świadomość stopniowo zaczynała wracać. Obudziłem się bez żadnych ubytków i po dłuższej rehabilitacji doszedłem do siebie. Musicie wiedzieć, że przed tym wydarzeniem byłem osobą, która była katolikiem, ale w trakcie swojego życia oddaliła się od Kościoła i Boga. Byłem do Kościoła nastawiony dość sceptycznie, nie potrafiłem zrozumieć pewnych rzeczy. Nie odrzucałem Boga, nie negowałem Jego istnienia, ale nie potrafiłem zrozumieć tej tajemnicy. Z natury mam umysł bardzo analityczny i wszystko muszę mieć czarno na białym, muszę mieć dowody. Były takie momenty, że dociekałem i szukałem Boga, ale nie potrafiłem sobie z tym poradzić, poukładać tego wszystkiego i najczęściej po prostu odpuszczałem i olewałem. Zadawałem sobie pytania czy Jezus to na pewno Mesjasz czy może Prorok. Wielokrotnie biłem się ze swoimi myślami.

Natomiast po tym wydarzeniu, jak już wróciłem ze szpitala do domu, po prostu w jakiś sposób wiedziałem, że Jezus mnie ocalił. Od razu zacząłem się do niego modlić, rozmawiać z nim. Dziękowałem, że uratował mi życie, prosiłem o dalsze zdrowie, prosiłem, żeby zawsze był ze mną.

W ciągu ostatniego roku przeczytałem cały Nowy Testament. Kiedyś chciałem zrozumieć, żeby uwierzyć, a dzisiaj wierzę, żeby zrozumieć. Należę do Wodzisławskiej Wspólnoty Kahal, jestem pomocnikiem w organizacji kursu Alpha w Wodzisławiu, gdzie pomagam innym osobom odnaleźć Jezusa.

Dzisiaj mam relację z Żywym Bogiem. Dzisiaj wiem, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Człowieczym, ale przede wszystkim moim największym Przyjacielem. Jest ze mną w każdym momencie i zawsze mnie wspiera.

W Ewangelii św. Łukasza jest napisane: „Syn Człowieczy przyszedł przecież szukać i zbawić to, co zginęło”. On mnie odszukał i uratował.

Na koniec, chcę żebyście wszyscy wiedzieli, że Jezus Was kocha.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Świadectwo Pani Mirosławy – XVI Msza Święta na wodzie – 2024 r

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Stanęłam tu przed wami z  posłuszeństwa Bogu, oraz za sprawą Ducha Świętego, który pokierował mną, aby opowiedzieć Wam moją historię.

Zawsze wierzyłam w Boga, Jezusa Chrystusa, Ducha Świętego oraz Maryję. Wiara była mi wpajana od dziecka, za co chwała moim rodzicom, którzy patrzą teraz na mnie z nieba, są szczęśliwi i uśmiechają się. Moje dorosłe życie było tak puste, że dla własnego wygodnictwa oraz pokusy zła nie modliłam się, nie uczestniczyłam regularnie we Mszach Świętych, żyłam w ciągłym grzechu. Nie zdając sobie sprawy otaczałam się ludźmi podobnymi do siebie, lubiących życie rozrywkowe. Teraz wiem, że żyłam robiąc ciągle złe uczynki niepodobające się Bogu. Były one na pierwszym miejscu, a czas dla Boga był zawsze gdzieś przypadkiem przy uroczystościach rodzinnych typu chrzciny, komunia, ślub i pogrzeb. Nawet w święta nie zawsze uczestniczyłam we Mszach Świętych.

Ostatnią spowiedź jaką pamiętam była po śmierci mojej mamy w czerwcu 2001 roku. W ciągu dwudziestu dwóch lat nie dostrzegałam Boga, chociaż wiedziałam że On jest. Moje życie toczyło się z ciągłymi kłopotami, problemami z dala od Kościoła. Najważniejsze były moje potrzeby, nawet rodzinę stawiałam na dalszym planie. W listopadzie 2023 roku pojechałam do sanatorium rehabilitacyjnego. Pamiętam moje ostatnie spotkanie przed wyjazdem z szefem, który żartując powiedział, abym czasem nie wróciła z jakimś chłopem. Dziś z tego się śmieję, ponieważ wróciłam, ale z Jezusem w sercu. Jako 53 letnia kobieta narodziłam się na nowo w Rabce Zdrój. Był to mój czas na przeanalizowanie całego mojego życia. W trakcie pobytu pewnej niedzieli poczułam bardzo silną potrzebę sakramentu pokuty. Było to wówczas dla mnie niewytłumaczalne, ale jak za impulsem poszłam tego dnia do małej kapliczki na Mszę Świętą, jednak nie było tam możliwości spowiedzi. Potrzeba pokuty była tak silna, że tego samego dnia udałam się ponownie na Mszę Świętą bez przygotowania ze swoimi myślami, stałam w kościele ja i wszystkie moje grzechy.

Ujrzałam konfesjonał, który był bardzo kameralny z zamykanymi szklanymi drzwiami. Przystąpiłam do sakramentu pokuty. Była to chwila dla mnie wówczas niezrozumiała. Spowiedź tę pamiętam tylko jako płacz i ogromny żal. Nie wiem nawet co mówiłam. Utkwiły mi tylko słowa końcowe mojego spowiednika. Po 22 latach przyjęłam po raz pierwszy sakrament Eucharystii. Moje serce było wówczas pełne szczęścia, radości, spokoju, było uwolnione od grzechu. Uczucie to dla mnie jest porównywalne do chwili, gdy rodzice biorą pierwszy raz w objęcia swoje nowo narodzone dziecko. Po powrocie do domu czułam ciągłą potrzebę bliskości z Bogiem. Pragnęłam Go poznać bliżej, dlatego zaczęłam czytać Pismo Święte. Po kilku tygodniach moja córka zaproponowała, aby pójść z nią na Seminarium Odnowy Wiary, które za sprawą Ducha Świętego rozpoczynało się w mojej parafii pod wezwaniem Michała Archanioła  w Skrzyszowie. Zło ciągle nie ustępowało i kusiło, że nie będzie czasu, nie poradzę sobie z obowiązkami.

 Szukałam w sobie różne wymówki. Jednak potrzeba wyjaśnienia mojej przemiany zwyciężyła. Podczas seminarium otrzymałam odpowiedź. Teraz wiem, że otrzymałam dar łaski od Ducha Świętego. Moja wiara stała się dojrzała i świadoma, a życie z Bogiem stało się proste i szczęśliwe. W różnych sytuacjach życiowych czuję opiekę Ducha Świętego, który mnie wypełnia. Jest mi łatwiej rozwiązywać konflikty międzyludzkie. Stałam się spokojniejsza i radośniejsza.  Napełnił mnie Duch Święty pomysłem, aby powstały konfesjonały polowe, które znajdują się tu na polanie podczas Mszy Świętej na wodzie.

 Życzę wam, abyście podczas spowiedzi poczuli miłość Boga tak jak ja. Jest On dla mnie teraz na pierwszym miejscu w każdej chwili, a i czuję, że wszystkie inne sytuacje życiowe znalazły się na odpowiednim miejscu.

Taka jest moja wiara.  Amen.

Świadectwo Mateusza Giemza – XV Msza Święta na wodzie – 2023 r

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Moi drodzy,

Pewnego dnia zadzwonił do mnie ks. Grzegorz i poprosił abym wygłosił swoje świadectwo wiary. Wiara dla mnie jest sprawą bardzo osobistą,  wręcz intymną. To bardzo trudne opisać swoje relacje z nikim innym a samym Bogiem Ojcem.  Jestem normalnym facetem, w tym roku stukną mi 33 lata i nie będę Wam opowiadał
o bolesnym upadku, o tym, że wyszedłem z jakiegoś nałogu, czy sięgnąłem samego dna. Nie. Dzięki Bogu nie musiałem zmagać się z takimi ciężarami życiowymi, ale wybrałem kilka przykładów, które nie tyle ugruntowały moją wiarę, ale na pewno ją umocniły. Dobitnie utwierdziły mnie w przekonaniu, że jak to mówią: wiara czyni cuda. Boga w sercu noszę odkąd pamiętam. Nikt nigdy nie musiał zmuszać mnie ani wyganiać do kościoła. Jak każdy człowiek miewałem różne kryzysy wiary, jednak zawsze na mej drodze stawał ktoś, kto otwierał mi oczy. Jezusowi pozwalam codziennie działać w moim życiu i oczywiście niemal codziennie odczuwam Jego działanie.

Bracia i Siostry, żeby Was nie zanudzić wybrałem dosłownie kilka przykładów. W dzieciństwie i okresie młodzieńczym trenowałem żeglarstwo. To właśnie tu na tym zalewie stawiałem swoje pierwsze wodne kroki i miejsce to ma dla mnie szczególny sentyment. Szczególnie pięknie wspominam rok 2017, kiedy to wraz z załogantem byliśmy „na topie”. To był czas, kiedy mocno angażowałem się w treningi, podporządkowałem temu całe życie. Pamiętam też, że gorliwie się wtedy modliłem. Prowadziłem niemal ascetyczne życie sportowca i tylko w kościele znajdywałem odetchnienie i ulgę od stresów związanych ze startami. Zakwalifikowaliśmy się na MŚ. Przed wyjazdem rozmawiałem z Bogiem: Ojcze, Ty widzisz jak ciężko pracujemy. Mamy umiejętności, świetną kadrę trenerską, brakuje nam tylko Twojej pomocy. Pomóż nam. Pomóż nam i stwórz warunki abyśmy umieli zawalczyć o pierwszą dziesiątkę Mistrzostw. Swoje modlitwy kierowałem przez wstawiennictwo Rudzkiej Matki Bożej pokornej, która nauczyła mnie szanować każdą Bożą decyzję, jakakolwiek by ona nie była. „Panie Boże pozwól nam zająć miejsce w pierwszej dziesiątce. To będzie ogromny sukces… Ale nie moja, lecz Twoja wola niech się dzieje”.

Na mistrzostwach zajęliśmy ostatecznie 4 miejsce. Do tego dorzuciliśmy 3 miejsce w MP a cały sezon na krajowym podwórku nie schodziliśmy z podium. Niesamowity sezon, wielki sukces. Znawcy z przekąsem stwierdzą jaki to sukces, skoro do ostatniego wyścigu MŚ zajmowaliśmy 3 miejsce by ostatecznie przed metą przegrać. Jaki to sukces, skoro w MP byliśmy ex-aequo z drugim lecz to my po przeliczeniu punktów przegraliśmy. Ano sukces. Pokornie przyjąłem te rzutem na taśmę „przegrane”. Prosiłem o top 10, a było top 4. Taka ludzka natura, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, jednak „z Bogiem się nie negocjuje” pomyślałem.

W wieku 21 lat postanowiłem, że zajmę się działalnością turystyczną. Studiowałem na kierunku turystyki i rekreacji, byłem doświadczony na wodzie, lubiłem rozmawiać z ludźmi, więc pomyślałem, że to dobry kierunek na życiowej drodze. Kilka miesięcy spinałem cały plan i kiedy wszystko było gotowe i w zasadzie pozostało mi pójść do urzędu zarejestrować firmę, nagle ni stąd, ni zowąd obrót o 180stopni. Grom z jasnego nieba. To znów Boża wola pomyślałem. Może nie 180 stopni, a 90, bo otworzyłem firmę turystyczną… nieco inną… tzw turystyka w jedną stronę. Bóg najwyraźniej chciał abym organizował ostatnią ziemską drogę dla ludzi. W tym roku mija 11 lat kiedy otworzyliśmy firmę pogrzebową i przez ten czas pomogliśmy tysiącom ludzi w trudnych chwilach. Stało się to niejako naszym celem i życiową misją.

Podzielę się jeszcze jedną historią. Dla mnie bardzo bolesną ale i pełną życiowej nauki. Jako młodzieniec wchodzący w dorosłe życie straciłem mamę w wypadku samochodowym. To był trudny okres, który psychicznie ciągnął się za mną przez kilka lat. W tamtym czasie robiłem różne dziwne rzeczy, głupie, nieprzemyślane, niekiedy takie, których do dzisiaj mi po prostu wstyd. Czułem wtedy niepokój i chaos. Prosiłem Boga aby pomógł mi wszystko poukładać. Modliłem się też  o dobrą żonę. Trochę to trwało, bo Boski plan musi przecież dojrzeć. Ale stało się. Poznałem kochającą i wspaniałą kobietę, która wkrótce stała się moją żoną. Bóg pobłogosławił nam niejednokrotnie i w tym roku urodziło się nam 3 dziecko. Trzech cudownych chłopaków. Chciałbym przytoczyć historię pierwszego, naszego najstarszego syna. 2018 rok był dla nas prawdziwym sprawdzianem wiary. Po urodzeniu lekarka stwierdziła nieprawidłowości w sercu. Po badaniach okazało się, że syn ma potężną wadę i konieczna jest natychmiastowa operacja. Miał wtedy 7 miesięcy.

Godz. 9 rano (synek takie przeszklone oczka po głupim jasiu), cienka czerwona linia a za nią blok operacyjny. Pielęgniarka zabrała dziecko i kazała przyjechać o godz. 15… 6 godzin… 6 najdłuższych godzin w naszym życiu. Oddaliśmy syna wiedząc, że już nigdy możemy nie zobaczyć uśmiechu na jego pięknej twarzy. My zalani łzami… emocji, które nam towarzyszyły nie potrafię opisać słowami. W branży pogrzebowej działałem już parę lat i byłem bardziej oswojony ze śmiercią  niż żona, ale uwierzcie, na takie chwile nic człowieka nie może przygotować.  Byliśmy gotowi na najgorsze. Oboje wiedzieliśmy, że taki jest sens naszej wiary i jeśli Stwórca zechce, to wezwie do siebie kolejnego aniołka. Przez łzy cieszyliśmy się, że dane nam było przez 7 miesięcy poczuć prawdziwą, krystaliczną miłość.
W Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka jest taka mała kaplica, mnóstwo tam takich małych aniołków, figurek. Uklęknąłem tam i modlę się: „Panie jeśli nie musisz, nie zabieraj nam go. Ale nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”. Co robiliśmy przez te 6 godzin pamiętam jak przez mgłę, ale jedno pamiętam dobrze:
„Jezu ufam Tobie! Jezu ufam Tobie!” powtarzałem w myślach niemal cały czas: „Jezu ufam Tobie!”.

Operacja się udała, syn jest zdrowy. Cud. Oprócz blizny nie ma żadnych oznak nieprawidłowości. Taka ciekawostka: dostaliśmy przed operacją kilka stron A4 z możliwymi powikłaniami pooperacyjnymi… kilka stron zapisanych małym druczkiem.
Zupełnie zdrowy… bez powikłań… Cud.

Na co chciałem zwrócić uwagę: Bóg ma swój plan. Jeśli wpuszczamy go do serca, to On działa. Ten telefon od ks. Grzegorza do mnie o którym wspominałem na samym początku miał miejsce UWAGA 3 lata temu… 3 lata kiełkowała we mnie myśl i odwaga. Bóg działa według swojego planu. Dlatego Bracia i Siostry zachęcam: wpuśćmy Boga do swojego serca, pozwólmy mu działać Powierzajmy mu nasze sprawy, zaufajmy Mu.

Świadectwo z XIV Mszy Świętej na wodzie – 2022 rok

Szczęść Boże

Chciałam  się z Państwem podzielić historią  mojego wnuka, Filipa. W styczniu 2020 r., Filipek  miał wtedy 9 miesięcy,  trafił z bólem gardła do rybnickiego szpitala. Po dłuższym pobycie w szpitalu okazało się, że Filip ma zapalenie pęcherza moczowego. Zrobiono mu USG i okazało się, że ma jakieś zmiany na nerce. Przewieziono go do Zabrza i po badaniach przyszła diagnoza: nerka torbielowata. Córka z wnukiem została skierowana do Wrocławia, gdzie Filipowi zrobiono biopsję. Okazało się, że jest to nowotwór złośliwy.

Szok, płacz, strach o życie wnuka, ale od razu zwróciliśmy się o pomoc do Boga. Jesteśmy z Chwałęcic, więc poprosiliśmy naszego księdza Proboszcza o modlitwę i odprawienie Mszy Świętych z prośbą o uzdrowienie Filipka. W tym samym czasie koleżanka z pracy córki również zamówiła Msze Święte u Sercanów w tej intencji,
 a inni znajomi modlili się o uzdrowienie Filipa za wstawiennictwem św. Ojca Pio. Zresztą wiele osób z rodziny i znajomych, gdy dowiedzieli się o chorobie wnuka, zapewniło nas o modlitwie.

W kwietniu, 2020 r. usunięto Filipowi tą lewą nerkę i została przesłana do badania. Potwierdzono, że znajdował się tam nowotwór złośliwy. Dalsze leczenie czyli 28 tygodni chemii, miało być podjęte z powrotem w Zabrzu.

19 maja, Filip, który miał już wtedy roczek, otrzymał pierwszą dawkę chemii. W tym samym czasie lekarze z Zabrza wysłali tą wyciętą nerkę do swojego laboratorium w Łodzi. Gdy  córka przyjechała z wnukiem na drugą dawkę chemii, a było to dokładnie w Dzień Matki, lekarka poprosiła ja do siebie i oznajmiła, że wróciły już wyniki badań nerki. Dziwna rzecz, okazało się, że choć wcześniej w innym laboratorium stwierdzono, że był tam nowotwór złośliwy, to te badania wykazały, że na tej nerce są łagodne zmiany tzw. gruczolak łagodny. Chemia nie była już potrzebna. Dla pewności wysłano jednak tą nerkę do laboratorium do Niemiec. Wynik był ten sam – zmiany są łagodne. Od tamtego czasu córka jedynie musi z wnukiem co pół roku jeździć do Zabrza na kontrole. Minęły dwa lata i Filip jest zdrowym, ruchliwym, kochanym chłopcem, który od września idzie do przedszkola.

Wszyscy dziękujemy Bogu za jego uzdrowienie. Widzimy jaką modlitwa ma moc, jak wielkie jest Boże Miłosierdzie i jakie Bóg czyni cuda w naszym życiu!

Bogu niech będą dzięki!