Szczęść Boże!
Nazywam się Dagmar i chciałbym Wam coś opowiedzieć.
22 października 2023 r. poszedłem spać jak co dzień. O drugiej w nocy obudził mnie przerażający, wręcz nie do zniesienia ból głowy. Zacząłem wymiotować z bólu i po chwili straciłem przytomność. Moja żona od razu wezwała pogotowie. Zabrano mnie na sygnale do szpitala. Tam od razu zrobiono mi tomograf, który przedstawiał bardzo rozległy wylew krwi do mózgu. Zebrało się konsylium lekarzy. Postanowiono, że natychmiast trzeba podjąć się operacji bo innego ratunku dla mnie nie było. Niestety nikt z obecnych lekarzy nie chciał się podjąć tej operacji. Obecny tam doktor Sajewicz zadzwonił do profesora Marcola, który miał wtedy urlop i poprosił go jeśli to możliwe żeby przyjechał do szpitala, żeby mnie zoperował.
Profesor się zgodził, przyjechał i rozpoczęła się walka o moje życie. W trakcie operacji na korytarzu czekała moja żona, a także moi rodzice, klęczeli tam, modlili się. Profesor w trakcie operacji bał się, że nie przeżyję, bo mój stan był tak krytyczny. Po kilku godzinach, cudem, operacja zakończyła się powodzeniem, a mnie wprowadzono w stan śpiączki farmakologicznej na niecały miesiąc. Mój stan był stabilny, ale nie wiadomo było czy się w ogóle wybudzę i jakim stanie. Czy będę sprawny, czy będę świadomy. W trakcie śpiączki przyjąłem sakrament namaszczenia chorych. Rodzina się za mnie modliła, odmawiała Pompejanki, teściowa zamawiała też za mnie Msze Święte.
Po tym czasie zaczęto stopniowo mnie wybudzać, a moja świadomość stopniowo zaczynała wracać. Obudziłem się bez żadnych ubytków i po dłuższej rehabilitacji doszedłem do siebie. Musicie wiedzieć, że przed tym wydarzeniem byłem osobą, która była katolikiem, ale w trakcie swojego życia oddaliła się od Kościoła i Boga. Byłem do Kościoła nastawiony dość sceptycznie, nie potrafiłem zrozumieć pewnych rzeczy. Nie odrzucałem Boga, nie negowałem Jego istnienia, ale nie potrafiłem zrozumieć tej tajemnicy. Z natury mam umysł bardzo analityczny i wszystko muszę mieć czarno na białym, muszę mieć dowody. Były takie momenty, że dociekałem i szukałem Boga, ale nie potrafiłem sobie z tym poradzić, poukładać tego wszystkiego i najczęściej po prostu odpuszczałem i olewałem. Zadawałem sobie pytania czy Jezus to na pewno Mesjasz czy może Prorok. Wielokrotnie biłem się ze swoimi myślami.
Natomiast po tym wydarzeniu, jak już wróciłem ze szpitala do domu, po prostu w jakiś sposób wiedziałem, że Jezus mnie ocalił. Od razu zacząłem się do niego modlić, rozmawiać z nim. Dziękowałem, że uratował mi życie, prosiłem o dalsze zdrowie, prosiłem, żeby zawsze był ze mną.
W ciągu ostatniego roku przeczytałem cały Nowy Testament. Kiedyś chciałem zrozumieć, żeby uwierzyć, a dzisiaj wierzę, żeby zrozumieć. Należę do Wodzisławskiej Wspólnoty Kahal, jestem pomocnikiem w organizacji kursu Alpha w Wodzisławiu, gdzie pomagam innym osobom odnaleźć Jezusa.
Dzisiaj mam relację z Żywym Bogiem. Dzisiaj wiem, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Człowieczym, ale przede wszystkim moim największym Przyjacielem. Jest ze mną w każdym momencie i zawsze mnie wspiera.
W Ewangelii św. Łukasza jest napisane: „Syn Człowieczy przyszedł przecież szukać i zbawić to, co zginęło”. On mnie odszukał i uratował.
Na koniec, chcę żebyście wszyscy wiedzieli, że Jezus Was kocha.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!