Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Moi drodzy,
Pewnego dnia zadzwonił do mnie ks. Grzegorz i poprosił abym wygłosił swoje świadectwo wiary. Wiara dla mnie jest sprawą bardzo osobistą, wręcz intymną. To bardzo trudne opisać swoje relacje z nikim innym a samym Bogiem Ojcem. Jestem normalnym facetem, w tym roku stukną mi 33 lata i nie będę Wam opowiadał
o bolesnym upadku, o tym, że wyszedłem z jakiegoś nałogu, czy sięgnąłem samego dna. Nie. Dzięki Bogu nie musiałem zmagać się z takimi ciężarami życiowymi, ale wybrałem kilka przykładów, które nie tyle ugruntowały moją wiarę, ale na pewno ją umocniły. Dobitnie utwierdziły mnie w przekonaniu, że jak to mówią: wiara czyni cuda. Boga w sercu noszę odkąd pamiętam. Nikt nigdy nie musiał zmuszać mnie ani wyganiać do kościoła. Jak każdy człowiek miewałem różne kryzysy wiary, jednak zawsze na mej drodze stawał ktoś, kto otwierał mi oczy. Jezusowi pozwalam codziennie działać w moim życiu i oczywiście niemal codziennie odczuwam Jego działanie.
Bracia i Siostry, żeby Was nie zanudzić wybrałem dosłownie kilka przykładów. W dzieciństwie i okresie młodzieńczym trenowałem żeglarstwo. To właśnie tu na tym zalewie stawiałem swoje pierwsze wodne kroki i miejsce to ma dla mnie szczególny sentyment. Szczególnie pięknie wspominam rok 2017, kiedy to wraz z załogantem byliśmy „na topie”. To był czas, kiedy mocno angażowałem się w treningi, podporządkowałem temu całe życie. Pamiętam też, że gorliwie się wtedy modliłem. Prowadziłem niemal ascetyczne życie sportowca i tylko w kościele znajdywałem odetchnienie i ulgę od stresów związanych ze startami. Zakwalifikowaliśmy się na MŚ. Przed wyjazdem rozmawiałem z Bogiem: Ojcze, Ty widzisz jak ciężko pracujemy. Mamy umiejętności, świetną kadrę trenerską, brakuje nam tylko Twojej pomocy. Pomóż nam. Pomóż nam i stwórz warunki abyśmy umieli zawalczyć o pierwszą dziesiątkę Mistrzostw. Swoje modlitwy kierowałem przez wstawiennictwo Rudzkiej Matki Bożej pokornej, która nauczyła mnie szanować każdą Bożą decyzję, jakakolwiek by ona nie była. „Panie Boże pozwól nam zająć miejsce w pierwszej dziesiątce. To będzie ogromny sukces… Ale nie moja, lecz Twoja wola niech się dzieje”.
Na mistrzostwach zajęliśmy ostatecznie 4 miejsce. Do tego dorzuciliśmy 3 miejsce w MP a cały sezon na krajowym podwórku nie schodziliśmy z podium. Niesamowity sezon, wielki sukces. Znawcy z przekąsem stwierdzą jaki to sukces, skoro do ostatniego wyścigu MŚ zajmowaliśmy 3 miejsce by ostatecznie przed metą przegrać. Jaki to sukces, skoro w MP byliśmy ex-aequo z drugim lecz to my po przeliczeniu punktów przegraliśmy. Ano sukces. Pokornie przyjąłem te rzutem na taśmę „przegrane”. Prosiłem o top 10, a było top 4. Taka ludzka natura, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, jednak „z Bogiem się nie negocjuje” pomyślałem.
W wieku 21 lat postanowiłem, że zajmę się działalnością turystyczną. Studiowałem na kierunku turystyki i rekreacji, byłem doświadczony na wodzie, lubiłem rozmawiać z ludźmi, więc pomyślałem, że to dobry kierunek na życiowej drodze. Kilka miesięcy spinałem cały plan i kiedy wszystko było gotowe i w zasadzie pozostało mi pójść do urzędu zarejestrować firmę, nagle ni stąd, ni zowąd obrót o 180stopni. Grom z jasnego nieba. To znów Boża wola pomyślałem. Może nie 180 stopni, a 90, bo otworzyłem firmę turystyczną… nieco inną… tzw turystyka w jedną stronę. Bóg najwyraźniej chciał abym organizował ostatnią ziemską drogę dla ludzi. W tym roku mija 11 lat kiedy otworzyliśmy firmę pogrzebową i przez ten czas pomogliśmy tysiącom ludzi w trudnych chwilach. Stało się to niejako naszym celem i życiową misją.
Podzielę się jeszcze jedną historią. Dla mnie bardzo bolesną ale i pełną życiowej nauki. Jako młodzieniec wchodzący w dorosłe życie straciłem mamę w wypadku samochodowym. To był trudny okres, który psychicznie ciągnął się za mną przez kilka lat. W tamtym czasie robiłem różne dziwne rzeczy, głupie, nieprzemyślane, niekiedy takie, których do dzisiaj mi po prostu wstyd. Czułem wtedy niepokój i chaos. Prosiłem Boga aby pomógł mi wszystko poukładać. Modliłem się też o dobrą żonę. Trochę to trwało, bo Boski plan musi przecież dojrzeć. Ale stało się. Poznałem kochającą i wspaniałą kobietę, która wkrótce stała się moją żoną. Bóg pobłogosławił nam niejednokrotnie i w tym roku urodziło się nam 3 dziecko. Trzech cudownych chłopaków. Chciałbym przytoczyć historię pierwszego, naszego najstarszego syna. 2018 rok był dla nas prawdziwym sprawdzianem wiary. Po urodzeniu lekarka stwierdziła nieprawidłowości w sercu. Po badaniach okazało się, że syn ma potężną wadę i konieczna jest natychmiastowa operacja. Miał wtedy 7 miesięcy.
Godz. 9 rano (synek takie przeszklone oczka po głupim jasiu), cienka czerwona linia a za nią blok operacyjny. Pielęgniarka zabrała dziecko i kazała przyjechać o godz. 15… 6 godzin… 6 najdłuższych godzin w naszym życiu. Oddaliśmy syna wiedząc, że już nigdy możemy nie zobaczyć uśmiechu na jego pięknej twarzy. My zalani łzami… emocji, które nam towarzyszyły nie potrafię opisać słowami. W branży pogrzebowej działałem już parę lat i byłem bardziej oswojony ze śmiercią niż żona, ale uwierzcie, na takie chwile nic człowieka nie może przygotować. Byliśmy gotowi na najgorsze. Oboje wiedzieliśmy, że taki jest sens naszej wiary i jeśli Stwórca zechce, to wezwie do siebie kolejnego aniołka. Przez łzy cieszyliśmy się, że dane nam było przez 7 miesięcy poczuć prawdziwą, krystaliczną miłość.
W Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka jest taka mała kaplica, mnóstwo tam takich małych aniołków, figurek. Uklęknąłem tam i modlę się: „Panie jeśli nie musisz, nie zabieraj nam go. Ale nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”. Co robiliśmy przez te 6 godzin pamiętam jak przez mgłę, ale jedno pamiętam dobrze:
„Jezu ufam Tobie! Jezu ufam Tobie!” powtarzałem w myślach niemal cały czas: „Jezu ufam Tobie!”.
Operacja się udała, syn jest zdrowy. Cud. Oprócz blizny nie ma żadnych oznak nieprawidłowości. Taka ciekawostka: dostaliśmy przed operacją kilka stron A4 z możliwymi powikłaniami pooperacyjnymi… kilka stron zapisanych małym druczkiem.
Zupełnie zdrowy… bez powikłań… Cud.
Na co chciałem zwrócić uwagę: Bóg ma swój plan. Jeśli wpuszczamy go do serca, to On działa. Ten telefon od ks. Grzegorza do mnie o którym wspominałem na samym początku miał miejsce UWAGA 3 lata temu… 3 lata kiełkowała we mnie myśl i odwaga. Bóg działa według swojego planu. Dlatego Bracia i Siostry zachęcam: wpuśćmy Boga do swojego serca, pozwólmy mu działać Powierzajmy mu nasze sprawy, zaufajmy Mu.